WIEŚCI i OPOWIEŚCI
---------------------------------------------------

UWAGA..!

-----------------------------



03.08.2007

Po dłuższej przerwie powracam i zapraszam na stronę TOP Ostoja gdzie wkrótce pojawi się, między innymi, relacja z wypraw w dolinę rospudy oraz informacje o tym co się dzieje i będzie się działo w środowisku miłośników przyrody. Zapraszam również do odwiedzenia galerii na obu stronach.

01.01.06

Odkąd pamiętam chciałem zobaczyć i usłyszeć rykowisko. Jednak mimo, że mieszkam blisko lasu, w którym bywam bardzo często ryk jelenia słyszałem tylko raz i to bardzo dawno temu. Duże rykowisko ze szczegółami zobaczyłem dopiero w tym roku w Anglii, w środku wielkiego miasta. Niewiele to miało wspólnego z atmosferą kniei bo sceną przedstawienia był sporej wielkości park miejski. Wygląda na to, że w tym państwie prawie zupełnie pozbawionym prawdziwych lasów (w co długo nie chciałem i nie mogłem uwierzyć) odwiedzenie parku z jeleniami i danielami jest jedyną okazją do spotkania w miarę dzikiego zwierza większego od kota.
O tym jak zwierzęta przystosowują się do życia w wielkich miastach można by napisać grubą książkę. Przykłady jakie widziałem w dużych i małych miejscowościach zmuszają do nieco innego podejścia i spojrzenia na sprawy dzikich zwierząt. Różnica między dotychczasowymi doświadczeniami, a tym co na własne oczy zobaczyłem w Anglii po raz pierwszy, polega na rozmiarach "miejskich" zwierząt. To, że małe ssaki i ptaki (nie mówiąc już o owadach, pajęczakach itp. itd.) radzą sobie doskonale w betonowej dżungli wie prawie każdy. Zdarza się jednak czasem, że rozmiary tych mistrzów przeżycia w ekstremalnych warunkach radykalnie wzrastają. Będę tu pisał jedynie o rzeczach, które sam widziałem więc nie wspomnę o skrajnych przypadkach jak odwiedziny niedźwiedzi czy łosi. To poza tym przeważnie tylko odwiedziny a nie stała zmiana środowiska. A na stałe mieszkają w angielskich miastach np. lisy. To już nieco cięższa kategoria niż taki szczur czy gołąb, których zresztą też tu nie brakuje.
Odnośnie gołębi: jedne z liczniejszych to, niespecjalnie tutaj płochliwe grzywacze. Dzielą się przestrzenią z miejskimi krewniakami a gniazdują w parkach oraz na przydrożnych drzewach. Przez tę zmianę środowiska stały się bardziej mięsożerne niż bym się spodziewał, bo najczęściej przez nie spotykane pożywienie to "szczątki" kurczaków.
Wracając do lisów... One również upodobały sobie miejskie parki jako miejsce na dom rodzinny.
W nocy i nad ranem często można je spotkać nawet na głównych ulicach. Zjadają licznie porozrzucane frytki, kurczaki i inne specjały z fastfoodów. Nie muszą się specjalnie spieszyć, żeby zdążyć przed porannym zamiataniem ulic. Mają do dyspozycji niemal całą noc, bo o dziwo między 00:00 a 06:00, nawet w piątki i soboty, ulicę są prawie puste. Za mieszkanie w takich miejscach płacą swoją cenę. Prawdopodobnie przez to co jedzą i co wdychają ich sierść w zimę jest rzadsza niż polskich lisów w lato. Wiadomo zima w Anglii jest znacznie łagodniejsza ale te zwierzęta naprawdę nie wyglądają zdrowo.
Mimo ogromnego zagęszczenia ruchu samochodów w ciągu pół roku widziałem tylko jednego potrąconego śmiertelnie lisa a jest ich tu bardzo dużo.
Wspomniane wyżej jelenie i daniele również radzą sobie świetnie, ale tylko dzięki "uprzejmości" ludzi. Żyją w wydzielonych i odseparowanych od siebie enklawach zieleni, a żeby do nich dotrzeć trzeba nieraz pokonywać zagrody z końmi i krowami oraz ogrodzone pola bo tereny wokół zostały "zagospodarowane". Jedyny las, a raczej lasek, jaki udało mi się znaleźć w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od miasta był prawie zupełnie pozbawiony zwierząt większych od kosa. Nie musze chyba dodawać, że zgubić się w nim nie sposób bo przejście "lasu" na wskroś zajęło mi kilka minut.
Słynny Sherwood to dziś 180 hektarów czegoś co przypomina raczej mocniej zadrzewione obrzeża miasta z kafeterią, ławeczkami oraz muzeum i wypada kiepsko nawet w porównaniu z cztery razy większym miejskim parkiem Bradgate gdzie rzeczone jelenie spotkać można. To daje przygnębiające wyobrażenie o rozmiarach zniszczenia środowiska naturalnego w Anglii.
 

 

06.12.05
C
zas, żeby opowiedzieć o kraju przez tubylców zwanym Suomi.
W Finlandii byłem dwa razy. W zeszłym roku były to okolice Helsinek, w tym środkowa Finlandia a więc kraina tysiąca jezior.
Jak zwykle nie byłem tam gdzie najbardziej bym chciał czyli w Laponii.
Na szczęście jestem jeszcze młody więc na pewno zdążę.
Obszar Helsinek to najbardziej zurbanizowany region Finlandii, mieszka tu 1/5 ludzkiej populacji tego kraju, a konkretnie ok. miliona osób.
Na obszar ten składa się kilka przylegających do siebie dużych miast i to by było tyle jeśli chodzi o życie wielkomiejskie Finlandii. Mówiąc jaśniej więcej wielkich miast w tym kraju po prostu nie ma. Im dalej na północ tym przyjemniej. Pod pojęciem "wielkie miasto" należy tu jednak rozumieć nie prawdziwą metropolię jak w Stanach czy chociażby Anglii, ani nawet nie Warszawę. Tam miasto liczące kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców będzie już duże (oczywiście dla Finów). Pisząc "wielkie miasto" oceniam to polską miarą.

Okolice Helsinek to bardzo pofragmentowane, małe i w większości prywatne laski. Mimo to nawet tam widziałem łośki próbujące się przedostać na drugą stronę autostrady. Już 300km. na północ są tylko... "drogi w lesie". Nie, nie, bywają i mniejsze miasta, przydrożne stacje benzynowe itp. ale większość drogi biegnie przez las. Oczywiście mieszkają tam też ludzie tyle, że przy gruntowych drogach a numer domu to liczba metrów od asfaltowej drogi. Sąsiadów widuje się raczej rzadko w związku z dość dużym rozrzuceniem posiadłości w terenie. Jako, że do najbliższego miasta ze sklepem może być kilkadziesiąt kilometrów po gruntowych, leśnych dróżkach jeżdżą "autobusy sklepy", w których można kupić praktycznie wszystko, niestety tylko dwa razy w tygodniu.
W środku lasu Finowie zakładają pola uprawne, na których rosną przeważnie... kamienie. Trzeba je co roku zbierać, żeby cokolwiek tam wyrosło a one i tak skądś wyłażą.
Ścieżek w lesie, poza tymi do domów i na pola, generalnie nie ma. Bywają jeszcze tymczasowe ścieżki "rany" powstałe podczas wycinek a utworzone przez maszyny i dla maszyn. Szybko jednak się goją bo nie niepokojona więcej w tym miejscu natura sama je zabliźnia.
Finowie rzadko chodzą na grzyby czy chociażby zwykłe spacery. Drewno kupują w sklepach mimo, że właściwie jest wszędzie wokół nich.
To zachowanie jak najbardziej pozytywne choć może nieco dziwne biorąc pod uwagę, że po drzewo do lasu jest 10 metrów a do sklepu 10 kilometrów. Tym bardziej zadziwia mnie to poszanowanie własności i przyrody przede wszystkim.
Dla niewielu chętnych do zwiedzania istnieją wydzielone miejsca ze ścieżkami dydaktycznymi. Nie jest to jednak to samo co znaleźć się w prawdziwym lesie jak na przykład te w Polsce.
Jak dla mnie jest to wszystko za bardzo poukładane, kontrolowane i przewidywalne a przez to coraz mniej dzikie i naturalne. Słyszałem, że prawdziwa północ wygląda znacznie bardziej zachęcająco i jestem skłonny w to uwierzyć biorąc pod uwagę różnicę 350km. między, raczej wylesionym i nowoczesnym choć małym, Nurmijärvi w południowej części Finlandii (30km. od Helsinek), a położonym właściwie w lesie Kangasniemi z krainy tysiąca jezior.
 

 

02.12.05
P
o dłuuugiej przerwie powracam, żeby opowiedzieć gdzie byłem, gdzie jestem, co robiłem i co robię.
Na początek wyprawa do Finlandii oraz miejsce, które odwiedziłem po drodze - Puszcza Białowieska i Rezerwat Pokazowy Białowieskiego Parku Narodowego (niech mnie klawiatura sparzy jeślim coś przekręcił).
Zdjęcia są już w galerii. Na razie tylko po kilka z dwóch wspomnianych wyżej miejsc.
Jeśli ktoś lubi poczuć i zobaczyć namiastkę tego co kiedyś porastało cała Europę to odwiedzenie Puszczy Białowieskiej jest jedną z nielicznych, jeśli nie jedyną, do tego okazją.
Ja niestety nie miałem zbyt wiele czasu na poznanie tego miejsca, bo głównym celem mojej podróży była Finlandia. Puszcza nie jest tak do końca po drodze (bardzo chciałem, żeby była więc moja droga przebiegła właśnie przez nią) dlatego musiałem się uwinąć w jeden dzień. Wrócę tam na pewno w przyszłym roku i nie wyjadę do póki nie nadrobię zaległości. Dla mniej zapalonych, spieszących się lub  tych, którzy koniecznie chcą zobaczyć jakiegoś przedstawiciela białowieskich dużych ssaków, ale nie koniecznie dzikiego, stworzono Rezerwat Pokazowy.
To właśnie z niego pochodzą zdjęcia wilka, żubrów, jeleni, koników polskich, łosia oraz dzików.
Osobiście polecam rezerwat ścisły dostępny tylko z przewodnikiem.
Najbardziej niesamowita jest jednak w tym wszystkim świadomość, że przetrwał, niestety tylko, kawałek lasu (")nietkniętego(") od kilku tysięcy lat.
A w samej Białowieży wszystko kręci się wokół żubra. Tamtejsi mieszkańcy praktycznie żyją z tej legendy i bardzo zazdrośnie strzegą ikony krainy żubra. Może to jednak żubrowi zaszkodzić ponieważ zmniejsza znacznie szanse na przesiedlenie tych zwierząt w nowe środowiska. Jest to moim zdaniem podstawowy warunek dla ich przetrwania, ale niestety nie dla wszystkich jest to najważniejsze.
 

Archiwum