06.04.05

Ponieważ mam to szczęście, że mieszkam jakieś 200 metrów od lasu często zdarza się, że widuje lub słyszę dzikie zwierzęta nie ruszając się z domu. Na przykład prawie co rano na którejś z topoli, tworzących coś w rodzaju bramy do lasu, siada dzięcioł zielony i odzywa się głośnym, charakterystycznym chichotem. Przez lornetkę dość dobrze widać jak zadziera głowę i lekko rozchyla dziób, żeby za chwilę się "roześmiać".
Postanowiłem nagrać ten wyjątkowy dźwięk. Nie posiadam odpowiedniego sprzętu, więc użyłem znowu mojego telefonu "do wszystkiego", dzięki czemu uzyskałem porażająco ohydną jakość. Gdybym chociaż potrafił się posługiwać jakimś programem do obróbki dźwięku...
Mimo to jestem przekonany, że nawet ktoś, kto nigdy nie słyszał dzięcioła zielonego, odróżni jego rżenie od ćwierkania wróbla (jeśli tylko podkręci na maxa głośniki).
Moja puszcza po raz kolejny pokazała swoją wyjątkowość, kiedy okazało się, że takie gatunki jak dzięcioł zielony, dzięcioł czarny i bocian czarny mają się tu dobrze i odbywają gody. Trudno to sfotografować tak, żeby  nie zakłócać im spokoju. Potrzeba do tego przede wszystkim  "mocnego" sprzętu i dużego doświadczenia. Ponieważ nie posiadam ani jednego, ani drugiego to wyszło jak wyszło. Ważne jest to, że ptaki te gniazdują i rozmnażają się tu od wielu lat, czego dowodem są, między innymi, zaloty dzięciołów zielonych, para bocianów czarnych na gnieździe i stara, ale używana, dziupla dzięcioła czarnego.

 

05.04.05

 sarna
(Capreolus capreolus)


M
uszę się poprawić i przeprosić jelenie. Dotarły do mnie informacje, że w Stanach Zjednoczonych w wyniku ataków jeleni ginie rocznie ok. dwudziestu osób. Ataki te mają miejsce głównie w czasie rykowiska, czyli okresie zwiększonej agresji byków, jednak rykowisko trwa zaledwie kilka tygodni. Pomijając sytuacje wyjątkowe wychodzi na to, że jelenie zabijają tam dwudziestu ludzi w ciągu 1 - 2 miesięcy, a to już kwalifikuje je do tytułu niebezpiecznych zwierząt. Wprawdzie chodzi tu najprawdopodobniej o jelenie wapiti, które są nieco większe od europejskiego jelenia szlachetnego, ale myślę, że można przymknąć na to oko. W takim razie europejska wielka piątka jest już kompletna: dzik, jeleń, łoś, żubr i niedźwiedź.
Jak już pisałem jestem jeszcze zbyt strachliwy i leniwy, żeby się porywać na któreś z tych zwierząt, dlatego na razie potrenuję na mniejszych, jak ten tam na górze.
 

 

 

18.03.05

Wiele słyszałem o słynnej, afrykańskiej wielkiej piątce, którą tworzy pięć gatunków uznanych za najbardziej niebezpieczne dla człowieka, występujących oczywiście w Afryce. Zalicza się do nich: słonie afrykańskie, nosorożce czarne, bawoły afrykańskie, lwy i lamparty (inaczej leopardy lub pantery). Z racji swoich walorów były i są zwierzętami "lubianymi" przez myśliwych. Zapewne niewielu jest takich, którzy nie chcieli by się pochwalić strzeleniem chociaż jednego z tych zwierząt. Dlatego też występują nielicznie a polowania na nie (jeśli w ogóle dozwolone) są limitowane i kosztują fortunę, co oczywiście zwiększa ich wartość prestiżową dla myśliwych.
Okazuje się jednak, że o ile nosorożce czarne i bawoły rzeczywiście są agresywne i czasem atakują z powodów znanych tylko sobie to słonie są groźne bardziej ze względu na rozmiar niż na usposobienie (chociaż... w okresie, tak zwanego szału samce są nieprzewidywalne i nie do zatrzymania). Podobno bardziej agresywne są hipopotamy i to one są odpowiedzialne za wiele wypadków śmiertelnych. Przewyższają tym ponoć lwy i inne "groźniejsze" zwierzęta. No ale hipopotam na ścianie nie wygląda jak lew czy lampart. Dlatego wydaje mi się, że wielka afrykańska piątka została stworzona z uwzględnieniem "mitów", a jej dobór oparty nie tylko na stopniu ryzyka, ale głównie na wielkości, wyglądzie i atrakcyjności trofeum - pod gusta myśliwych.
W takim razie czego miała by się wstydzić Europa(?)
Jestem zdania, że w obliczu wymierania niektórych dużych ssaków warto przerzucić się na łowy z aparatem, najlepiej z obiektywem o niewielkim przybliżeniu dla podgrzania atmosfery i zwiększenia stopnia trudności.
Zapewniam, że sfotografowanie odyńca z odległości 20 metrów podniesie ciśnienie i poziom adrenaliny.
Będzie o czym w domu opowiadać i nikt nie posądzi nas, że zmyślamy kiedy pokażemy zdjęcia. Nie trzeba wyjeżdżać do Afryki ani należeć do koła łowieckiego.
Z europejskich zwierząt za duże, niebezpieczne i atrakcyjne pod względem trofeum można uznać: dziki, łosie, żubry i niedźwiedzie.
Dziki zwykle uciekają na widok człowieka ale w niektórych przypadkach biegną w tym samy kierunku co przerażony homo sapiens. Poza tym mają cudownie dziki i pierwotnie groźny wygląd i bardzo trudno je podejść.
Łoś, jak się okazuje, to wyjątkowo groźna bestia. Klępy z młodymi często atakują ludzi i zdarza się, że zabijają. Byki potrafią pogonić myśliwego, a jeśli dogonią to bywa groźnie bo ważą niekiedy 400 kilo.
Żubr nie jest zwierzęciem łownym, ale fotografować go wolno ( kolejna zaleta tej odmiany łowów - nie obowiązują zakazy "polowania").
Z reguły nie jest agresywny, ale potrafi być niebezpieczny chociażby ze względu na rozmiar i kategorię wagową - ponad 800 kilo. Poza tym to piękne zwierze i bez wątpienia żywy symbol dzikiej przyrody i, niestety minionych już, czasów jej panowania.
Niedźwiedź brunatny to zwierze, według mnie, najbardziej niebezpieczne i nieprzewidywalne z pośród ssaków europejskich. Jak piszą myśliwi - czasem ucieka, czasem od razu szarżuje. O ile przed dzikiem można uciec wskakując na drzewo na niewielką wysokość (metr zwykle wystarcza) to nie próbowałbym tego z niedźwiedziem. Ucieczka na piechotę też jest bezcelowa a wręcz pogarsza sytuację bo rozjusza zwierza. A zwierz ten mimo, że może ważyć 400 kg (podgatunek z Ameryki północnej <grizli> powyżej 500, a z Syberii <myśliwi dewizowi - opis polowania z Łowca polskiego"> do 900) biega bardzo szybko i potrafi dogonić nie tylko człowieka, ale nawet małego jelenia.
Pozostaje położyć się i udawać martwego. Osobiście wolałbym nie próbować czy to działa. Niedźwiedzi w Polsce jest bardzo mało, trudno je odnaleźć, a spotkanie z nim byłoby chyba najbardziej emocjonujące.
Wzrasta więc trudność sfotografowania bestii, bo nie każdy jest w stanie zrobić zdjęcie trzęsącymi się rękami i nie każdy przy takim spotkaniu podejmie ryzyko i zamiast powoli i po cichu się wycofać zostanie czekając na odpowiedni kadr.
Brakuje piątego do wielkiej piątki europejskiej. Jeleń jest piękny i duży (ok.200-300 kg), ale niebezpieczny..? Nigdy nie słyszałem, żeby kogoś zaatakował jeleń, no chyba, że przez przypadek kogoś poturbował, ewentualnie ranny, ale to nie wchodzi w grę jeśli się poluje z aparatem. Może wilk? Ostatnio podobno przestają bać się ludzi a nawet ich atakują (w Bieszczadach).
Jednak to nie leży w naturze wilka one zawsze bały się człowieka a taka zmiana zachowania jest prawdopodobnie spowodowana bliskością osiedli ludzkich i mało powierzchnią życiową wilków. Może ktoś ma jakąś propozycję jestem na takowe otwarty. A jeśli ktoś jest na tyle wytrwały i odważny, żeby "złowić" któreś ze zwierząt z europejskiej wielkiej (na razie) czwórki to proszę o trofea (zdjęcia). szymon_sz@vp.pl
Ja jestem jeszcze za bardzo strachliwy i niecierpliwy, ale może już niedługo...

Wkrótce nowe zdjęcia oraz materiały Towarzystwa Obrony Przyrody Ostoja.


17.02.05

Jakieś 3 - 4 lata temu w "mojej puszczy" pojawiły się bobry. Nie rozmawiałem o tym z nikim kompetentnym dlatego nie wiem czy to efekt jakiejś akcji ratowania bobrów czy może ich własna inicjatywa.
Mówi się, że bobry ostatnio mają się coraz lepiej, a w niektórych miejscach ludzie woleli by się ich pozbyć.
W "mojej puszczy" rozmnożyły się do tego stopnia, że są już prawie na każdym odcinku rzeki. Zaczyna się robić ciasno, jednak nie mogę powiedzieć, żeby objawiało się to większymi zniszczeniami. Co prawda ścinają sporo drzew (wizualnie) i robi to wrażenie sporego bałaganu, ale drzew nie ubywa i nawet w pobliżu, żeremia krzaki i młode drzewka są tak gęste, że ciężko się przedrzeć. Trzyletnia działalność wszystkich rodzin nie  może się równać z jednotygodniową ścinką w ramach tak zwanego pozyskania drewna (mimo, że bobry potrafią ściąć naprawdę grube i twarde drzewo). Wiadomo, że przy obecnym niedoborze dużych drapieżników w niedługim czasie człowiek będzie musiał interweniować, gdyż bez naturalnych wrogów jak wilki liczebność bobrów zacznie być kłopotliwa także dla nich samych.
A gdyby tak spróbować przywrócić choć w części starą równowagę.
W końcu bobry kiedyś tu żyły tak jak, zapewne wilki, niedźwiedzie i jeszcze parę innych gatunków. Trzeba by się za to naprawianie własnych błędów zabrać bardzo ostrożnie, ale efekt byłby niesamowity.
Takie moje marzenie. I jeszcze te monokultury - fabryki drewna sosnowego też trzeba by zamienić na prawdziwe lasy. Co najmniej kilkadziesiąt lat pracy zakładając, że ktoś na odpowiednim stanowisku się na to zgodzi. No, ale pomarzyć zawsze można.

 


16.02.2005
       Tak już się jakoś przyzwyczaiłem do polskiego
klimatu, że zima wydaje mi się tak samo potrzebna jak każda inna pora roku.
Poza tym jest ona, mimo wszystko, bardzo
fotogeniczna. O wiele łatwiej też "namówić" zwierzęta, żeby przyszły tam gdzie chcemy (wystarczy trochę jedzenia), jak również sprawdzić czy rzeczywiście tam były (tropy na śniegu).
Okazuje się jednak, że o ile z ptakami sprawa jest prosta to większe zwierzęta
jakoś trudniej przekonać do przyjęcia takiej pomocy.
    Uparłem się, że sfotografuje dzika. Wszystko mi sprzyjało: mróz do -22 stopni, głęboki śnieg, wydawałoby się, że zwierzęta tylko czekają na ludzką pomoc. W takich warunkach wystarczyło podrzucić im w odpowiednim miejscu skrobin i siana (może jakiś jeleń albo sarna przy okazji) .Tak też zrobiłem. Jednak łatwe to było tylko teoretycznie. Po pierwszych paru dniach nic.
Nie dziwne - muszą się przyzwyczaić do miejsca i zapachu człowieka.
Po tygodniu nadal nic - to już wzbudziło moje zainteresowanie tym bardziej, że metr od żarcia przeszła sarna nawet się nie zatrzymując. Czyżby one miały jakąś tajną spiżarnię? Najbliższy paśnik (w dodatku pusty) był o dobre kilka kilometrów od mojej "czatowni" więc nie stanowił żadnej konkurencji. Mimo to po dwóch tygodniach "dokarmiania" żadne zwierze nie zainteresowało się pachnącym z daleka jedzeniem. Albo ja coś źle robię, albo one po prostu nie korzystają z takich stołówek. Drugą wersję podważa fakt, że miejsca wokół pełnych paśników są wydeptane. Spróbuje jeszcze w innym miejscu bo ostatnio znalazłem "noclegownie" saren i jeleni - kilkadziesiąt metrów kwadratowych zrytej racicami ziemi i legowisk. Nie wiem czy nocowały tam jednocześnie obok siebie sarny i jelenie, ale na pewno bywały jedne i drugie. A na dzika będę musiał jeszcze poczekać.